Toksyczny związek – moja historia

29197225_216903275715832_1977757105888161802_n

Rozstanie to nigdy nic przyjemnego. Z toksycznego związku wychodzi się jednak poturbowanym, ze złamanym sercem i złamaną duszą. Krzywda emocjonalna jaką wyrządza osoba toksyczna czy to jest psychopata, socjopata czy narcysta jest olbrzymia.
Po dorastaniu w domu dysfunkcyjnym z ojcem psychopatą, agresywnym alkoholikiem i współuzależnioną mamą nie potrafiącą wziąć odpowiedzialności za swoje życie i życie swojego dziecka, wyszłam do świata z maską silnej bohaterki, bardzo wewnętrznie poranionej. Pragnęłam miłości bardziej niż czegololwiek. Moim marzeniem było stworzyć dom jakiego sama nie miałam.
Pojawił się on, dużo starszy, przystojny, robił wrażenie. Niewiele o sobie mówił, dużo pytał. Dał mi dużo uwagi, poczucia, że jestem ważna, że ktoś zwrócił na mnie uwagę, że ktoś mnie podziwia. Mieliśmy tą samą pasję, on zgadzał się z moimi poglądami na życie. Często dzwonił, często pisał, mówił piękne słowa, zabierał w piękne miejsca. Słuchał uważnie gdy opowiadałam o swoich ranach z dzieciństwa. Wpadłam po uszy, zakochałam się.
Było wiele sygnałów, że coś jest nie tak. Były podejrzane smsy, były kłamstwa, próbowałam odejść. Ale było mi tak bardzo źle bez niego, mając w pamięci to jaki był na początku i jak wartościowa się wtedy czułam, cierpiałam tortury… Tęskniłam, nie mogłam się pozbierać a gdy odezwał się wpadałam mu spowrotem w ramiona i wszystko wybaczałam, wierzyłam, że się zmieni. Wierzyłam w jego SŁOWA.
Przestałam czuć, że jestem tą jedyną najważniejszą, wciąż czułam, że nie mogę mu ufać ale zmuszałam się do tego, okłamywałam sama siebie. Tak bardzo chciałam mieć rodzinę. Tak bardzo chciałam by ktoś mnie kochał. Ktokolwiek. Zaczęły się subtelne uwagi, codzienna delikatna krytyka. Każde takie słowo trafiało wprost w moją ranę z dzieciństwa, poczucie, że nie jestem wystarczająco dobra, wartościowa by zasłużyć na miłość i akceptację.
Buntowałam się, podświadomie wiedziałam, że nie tak powinien wyglądać zdrowy związek. Byłam karana albo ciszą i ignorowaniem albo krzykiem i agresją słowną. Gdy komunikowałam, że nie akceptuję takiego traktowania otrzymywałam albo odpowiedź obwiniającą mnie „jakbyś nie strzelała fochów i nie narzekała to by było wszystko w porządku” albo z ang. gaslighting czyli „niee no coś Ty, coś Ci się wydawało..”, „Ty to zawsze wszystko źle odbierasz” czyli negowanie, że cokolwiek negatywnego z jego strony miało miejsce. Zawsze ten sam powtarzający się w kółko schemat. Wciąż myślałam co zrobić inaczej, co powiedzieć żeby zrozumiał, żeby do niego dotarło, że jego zachowanie mnie boli. Chodziłam na paluszkach ciężko pracując na to by Nam się jakoś układało.
Wzięliśmy ślub co było moją nadzieją na zacieśnienie więzi (której nie było) i pogłębienie miłości (która była jednostronna). Pojawiły się dzieci, zostałam uziemiona w domu, straciłam swoją niezależność. Zostałam kurą domową bez dostępu do domowego budżetu. Robiłam się coraz mniejsza, coraz słabsza, coraz bardziej nieszczęśliwa. Żebrałam o odrobinę uczucia, uwagi… Zadowalałam się ochłapami, była to dla mnie iluzja miłości, wspomnienie tego jak było na początku. Ale czułam się bardzo samotna. Nie ważna, bezwartościowa. Robiłam dobrą minę do złej gry wśród rodziny i znajomych. Często płakałam, słyszałam, że coś jest ze mną nie tak, że przesadzam, że jestem nadwrażliwa ze względu na moje dzieciństwo. „No i czego znowu ryczysz??” Jakakolwiek próba konwersacji sprawiała, że czułam się jak na polu bitwy gdzie wygrana nie jest możliwa.
Zaczęłam poszukiwać odpowiedzi na pytanie „co tu się do cholery dzieje?” „Dlaczego ja?” „Dlaczego ja się tak czuje?” „Dlaczego on się tak zachowuje?”. Trafiłam na literaturę, filmiki na YouTube, blogi i juz wiedziałam, że jestem w toksycznym związku. Zaczęłam skupiać się na sobie i swoich emocjach, zaczęłam pracować nad sobą. Było coraz gorzej stałam się „wariatką”, „głupią” i „powinni mnie zamknąć w psychiatryku”. Wszystko robiłam nie tak, „co z Ciebie za żona, co z Ciebie za matka” słyszałam wciąż. Ale powtarzałam sobie „to nie prawda, to nie prawda”. Nauczyłam się niedefensywnej komunikacji i trenowałam na żywym przykładzie, robiłam wszystko by jak najbardziej stawać za sobą. Iluzja zaczęła powoli umierać. Mąż zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz. Twarz człowieka bez sumienia, bez empatii, bez serca… Twarz człowieka nie potrafiącego kochać, niedojrzałego emocjonalnie narcysty.
Podjęłam decyzję by ewakuować się z tego układu, by ratować siebie i dzieci. Zrozumiałam, że jestem ofiarą przemocy emocjonalnej i finansowej. Nie wiedząc dokąd jadę, gdzie będę mieszkać, nie mając zbyt wielu pieniędzy spakowałam dwie walizki, wzięłam dzieci pod pachę i wyruszyłam w świat. Oczywiście nic nie powiedziałam mu o swoich planach żeby oszczędzić sobie i dzieciom stresu a także z takiej prostej przyczyny, że zwyczajnie bałam się jego reakcji.
Dziś jestem w zupełnie innym miejscu w życiu i niestety nadal muszę mierzyć się z wieloma wyzwaniami, jestem zmuszona widywać człowieka, który tak bardzo mnie skrzywdził ze względu na dzieci. Oddałam mu kiedyś całe swoje serce a on je podeptał, oddałam duszę a on ją złamał na pół i wyrzucił. Kochałam go bardziej niż siebie i już nigdy.. nigdy już nikomu nie pozwolę się skrzywdzić!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s