Blog

Jeśli jesteś w rozsypce…

45285340_328163821249821_7527466138028998656_n

Jeśli czujesz się zagubiona/y, jeśli rządzą Tobą emocje, nie potrafisz nad nimi panować, jeśli nie układa Ci się w życiu, jeśli wpadasz wciąż w toksyczne relacje… Jeśli jesteś na skraju depresji albo właśnie ją przechodzisz… Jeśli nie potrafisz cieszyć się z życia… Jeśli myślisz o sobie źle, krytycznie… Jeśli masz zaniżone poczucie własnej wartości albo wręcz równe zeru… Jeśli czujesz, że musisz prosić się o czyjąś uwagę, akceptację, wsparcie… Jeśli marzysz by to wszystko się zmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… Jeśli nie jesteś szczęśliwa/y…

Zadaj sobie pytanie: GDZIE JEST POCZĄTEK? GDZIE TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO?

Większość swojego życia żyłam jak na autopilocie. Nie świadoma tego dlaczego wciąż czuję w sobie przerażającą pustkę i niczym nie jestem w stanie jej wypełnić. Ani sukcesami, ani pasjami, ani związkami… Tu na myśl przychodzi mi piosenka Urszuli:

„Czego wciąż mi brak? Przecież wszystko mam… (…)
Beznamiętnie podpalam świat
W końcu liczy się gest…
Obracam w palcach zagadkę dnia
Fala bije o brzeg…
Sama nie wiem czy szukać bram
Do ogrodu, gdzie mieszka NIC… ”

W roli bohaterki, z wdrukowanym programem pt. „coś jest z Tobą nie tak” szłam przez życie próbując udowodnić sobie i wszystkim innym swoją wartość. Nigdy jednak nie czułam się spełniona, szczęśliwa, wartościowa. Ale tym samym nie pozwalałam sobie też poczuć ogromu pustki, beznadziei, samotności, opuszczenia, który we mnie siedział. Tkwiłam więc w czymś pomiędzy co nazywamy iluzją. Tak w zasadzie można sobie funkcjonować aż do końca życia jak po drodze nie dorwie nas świadomościowa rewolucja bądź też nie wyciągniemy odpowiednich wniosków w odpowiednim czasie. Wielka miłość a w zasadzie moja wizja miłości, która upadła z wielkim hukiem, sprawiła, że brutalnie zostałam wyrwana z tak dobrze znanej mi iluzji, z mojego pudełka pozornego komfortu. Stało się to wtedy gdy dopuściłam do siebie prawdę, której tak bardzo nie chciałam widzieć. Zobaczyłam schemat, który w kółko powtarzał się w moim związku. Zobaczyłam chory taniec dwojga poranionych ludzi, z czego jedno odgrywało rolę narcystyczną a drugie współuzależnioną. Nie byłam nigdy typową ofiarą, bo buntowałam się przez cały związek i próbowałam w zdrowy sposób komunikować ale co po moich buntach gdy lęk tak bardzo trzymał mnie w układzie, z którego jak mi się wtedy wydawało nie było wyjścia.

Zaczęłam intensywną obserwację siebie i swoich reakcji emocjonalnych na określone działania czy słowa męża. Były one jak najbardziej uzasadnione ze względu na przemoc emocjonalną, psychiczną i ekonomiczną jakiej się dopuszczał jednak moje reakcje miały drugie dno. Miały swój początek, swoje źródło i było nim oczywiście dzieciństwo. Po 3-letniej terapii DDA myślałam, że mam to za sobą, a jednak okazało się, że rozmowa o traumach z dzieciństwa jest jak ścieranie kurzu z powierzchni kilku poziomowej, obszernej konstrukcji. Jak przykrycie kocykiem zwoju poplątanych nici i kabli. Wiedziałam, że by odbić się od dna potrzebuję głębszej pracy. Przekierowałam uwagę i energię na siebie, wzięłam za siebie odpowiedzialność wciąż mając cień nadziei, że mój rozwój i wyjście ze schematów zmotywuje męża. Tak się jednak nie stało.

Rozpoczęłam intensywną pracę z emocjami, przekonaniami, z Wewnętrznym Dzieckiem, z ciałem. Zrozumiałam, że przyczyną mojego stanu nie jest mój mąż i jego zachowanie ale to jak ja reaguję i co robię lub czego nie robię w związku z tym. Nie jest i nigdy nie było moją winą to, że w taki sposób mnie traktował jednak COŚ CO BYŁO WE MNIE sprawiało, że tkwiłam w tym związku, tkwiłam w iluzji, ignorowałam różne sygnały ostrzegawcze, reagowałam bardzo emocjonalnie na szantaż i manipulację i nie potrafiłam postawić wyraźnych granic przez lęk, który przepełniał mnie od dziecka. Gdy on pokazywał swoją władczą i kontrolującą twarz, automatycznie regresowałam się do pozycji małej dziewczynki, emocje ściskały mi gardło, łzy napływały do oczu. Oto ktoś kogo kocham tak mocno i tak wiele robię by uzyskać akceptację, miłość i szacunek funduje mi odrzucenie, szantaż, manipulację, brak szacunku… Eureka! Chyba skądś już to znam… Moja pierwsza relacja z takim mężczyzną to relacja z moim tatą. Wzór relacji jaki wchłonęła moja podświadomość to relacja alkoholika i osobowości zależnej. Pojawiło się pytanie… A jaką ja mam relację z samą sobą? Gdzie jestem JA? Kim jestem?

Otóż jako dziecko gdy kształtowała się moja osobowość nie miałam szansy nawiązać relacji ze swoim wnętrzem. Byłam zmuszona się od niego odciąć by przetrwać. Tak działa mózg ludzki w reakcji na traumę. Zamrożenie + wyparcie + mechanizm obronny (wejście w rolę, która umożliwia przetrwanie). Powstała też cała masa wewnętrznych przekonań, które wdrukowały się w moją podświadomość jak paskudne wirusy w oprogramowanie komputera. Kochani zadajmy sobie wszyscy pytanie… Czy to w co wierzę ma źródło w moim sercu czy jest przekonaniem? Jeśli jest przekonaniem to skąd ono się znalazło we mnie? Czy jest to moja wewnętrzna prawda? Podam Wam przykład racjonalnego myślenia, które doprowadziło mnie do głębokiej pracy mimo lęków i wszelkich mechanizmów obronnych by nie zaglądać tam gdzie boli.

Sytuacja: Przyłapuje męża na kłamstwie, oczywiście się wypiera i udaje, że nic się nie stało, odwraca kota ogonem i manipuluje, że coś mi się wydaje i jak zwykle szukam problemów tam gdzie ich nie ma. Następnie funduje mi ciche dni.

Emocje: Złość z powodu kłamstwa. Lęk przed wyrażeniem jej. Lęk przed opuszczeniem. Lęk przed wyciągnięciem konsekwencji. Smutek z powodu poczucia niezrozumienia, opuszczenia i braku szacunku. Bezsilność.

Przekonania: Za wyrażenie złości spotka mnie kara, muszę unikać konfrontacji i kłótni, mówić w łagodny sposób. Nie mogę wyciągnąć konsekwencji, bo boję się, że zostanę opuszczona, odrzucona. Jestem zbyt słaba i nie mam takiej mocy by cokolwiek zmienić. Te ciche dni to moja wina, powinnam była rozmawiać z nim inaczej. Nie zasługuje na miłość i szacunek, coś jest ze mną nie tak. Miłość = cierpienie.

Analogiczna sytuacja z dzieciństwa: Ojciec coś mi obiecał. Jak zwykle nie dotrzymał obietnicy. Idę do niego i staram się łagodnie zwrócić mu na to uwagę, powstrzymując złość. Boję się wyrazić złości bo ojciec jest większy, silniejszy, wiem, że potrafi być też agresywny. Ojciec udaje, że nie wie o co chodzi i, że niczego mi nie obiecywał. Zaczynam myśleć, że może faktycznie mi się wydawało, ale w głębi duszy cała kipię ze złości. Czuję się zawiedziona, nierozumiana, bezsilna. Nie wyciągam żadnych konsekwencji z lęku przed opuszczeniem, jestem dzieckiem, nie dam sobie rady sama. Tata ma władzę i kontrolę a ja choćbym się buntowała, nie mam nic do powiedzenia. Biorę za to odpowiedzialność i czuję poczucie winy oraz wstyd, że to ze mną coś musi być nie tak skoro tata traktuje mnie bez szacunku, nie okazuje mi miłości i zrozumienia. Zbyt ciężkie byłoby dla mnie jako dla dziecka dopuszczenie do siebie prawdy, że mój tata ma zaburzoną osobowość i nie potrafi mnie kochać.

I teraz kluczowa praca do wykonania:

Podświadoma podróż w czasie do sytuacji z dzieciństwa jako dorosła kobieta. Zobaczenie tej sytuacji i poczucie emocji dziecka. Złości, lęku, żalu, smutku, bezsilności. Danie dziecku poczucia, że nie jest samo, pozwolenie na wyrażenie emocji jeśli jest to możliwe, wytłumaczenie mu, że ta sytuacja nie jest normalna i nie powinno do czegoś takiego dojść. Wytłumaczenie, że to nie wina tej dziewczynki i, że z nią wszystko jest w porządku. Spojrzenie ojcu w oczy z pozycji dorosłej kobiety i sformułowanie oskarżenia. „Oskarżam Cię o niedotrzymanie obietnicy. Oskarżam Cię o obojętność wobec emocji i potrzeb swojego dziecka. Oskarżam Cię o to, że nie potrafisz dać miłości, szacunku i zrozumienia własnemu dziecku.” Na dalszych etapach terapii jest możliwe spojrzenie z akceptacją na osobę, która nas krzywdziła w dzieciństwie i próba wybaczenia z pozycji dorosłego, jednak nie należy się do tego w żaden sposób zmuszać. Najważniejszym jest by otoczyć opieką skrzywdzone dziecko. Po sformułowaniu oskarżeń, poczuciu emocji, warto przytulić swoje Wewnętrzne Dziecko jeśli na to pozwoli oraz sformułować nowe przekonania np. „Jesteś wspaniałą, wartościową, mądrą dziewczynką. Wszystko jest z Tobą w porządku. Zasługujesz na miłość i wszystko co najlepsze. Masz prawo do czucia i wyrażania wszystkich emocji. ”

Mam nadzieję, że zdołałam Wam wytłumaczyć obrazowo istotę pracy z Wewnętrznym Dzieckiem w kontekście toksycznych relacji i nie tylko.

TO TY TWORZYSZ SWOJE ŻYCIE. ZAWSZE MASZ WYBÓR W CO WIERZYSZ I JAKIE DZIAŁANIA PODEJMUJESZ. TY KREUJESZ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ. NIKT NIE MA NAD TOBĄ WŁADZY DOPÓKI BIERZESZ ZA SIEBIE PEŁNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Uczę się życia na nowo.

IMG_20181028_161710_081

Moja droga powrotu do siebie jest długa, kręta i wyboista. Mimo to wciąż nią podążam. Czuję już bardzo mocny kontakt ze sobą, czuję też jeszcze jakieś niewielkie pozostałości fałszywych przekonań i starych schematów. Moja perspektywa postrzegania życia i świata poszerzyła się niewyobrażalnie. Wszystko dzięki pracy nad sobą, pracy z Wewnętrznym Dzieckiem, pracy duchowej, pracy z ciałem. Dzięki działaniu mimo lęku, dzięki pokonywaniu kolejnych przeszkód i barier. Zyskałam wewnętrzny spokój i poczucie pełni. Mam w sobie wiele pokory, ponieważ zawsze gdy wydawało mi się, że uzdrowiłam już większość, zza mgły wyłaniał się kolejny bagaż. Otworzyłam się na wszystko co przychodzi i mierzę się z tym co się pojawia.

Uczę się życia na nowo. Jest to zupełnie inne życie, ja jestem jakby nową odsłoną siebie samej. Iluzja odpada jak warstwy cebuli, przyklejam do siebie kolejne odnalezione części mojego JA. Wiem, że nic nie muszę i wiem, że gdy podążam drogą wewnętrznej prawdy nie ma niemożliwego. Jestem kreatorem swojej własnej rzeczywistości. To ja decyduję kim i czym się otaczam. To na co nie mam wpływu akceptuję i idę dalej.

Po przeżyciach w dzieciństwie wiedziałam  dobrze jakiego życia nie chcę. Kiedy wyszłam z toksycznego związku wiedziałam jakiego partnera nie chcę. Moje kolejne doświadczenia pokazały mi czego chcę. Chcę żyć niezależnie, chcę spełniać się zawodowo, pomagać ludziom, edukować się w tym kierunku. To daje mi niesamowitą satysfakcję i spełnienie. Chcę żyć aktywnie i zdrowo, ponieważ kocham sport. Chcę rozwijać swoją artystyczną duszę, przebywać wśród natury, pisać wiersze, malować obrazy. Marzę o tym by napisać książkę. Chcę poznawać nowych, wartościowych ludzi i nawiązywać przyjaźnie. Chcę podróżować i odkrywać kolejne piękne miejsca. Chcę mieć partnera dojrzałego emocjonalnie, przy którym mogę być całkowicie sobą gdyż daje mi bezwarunkową akceptację. Chcę współtworzyć związek dwóch samowystarczalnych indywidualności, które spotykają się w punkcie czystej bezwarunkowej miłości. Jestem gotowa na przyjęcie obfitości i bogactwa życia gdyż wiem, że na to zasługuję, jak my wszyscy. Chcę dać moim dzieciom fundament do budowania prawdziwych siebie. Chcę by miały świadomość jak bardzo są wartościowi i cudowni.

A Ty, czego chcesz?

Uwierzyliśmy kiedyś, że nie zasługujemy na obfitość i bogactwo wspaniałego życia. Uwierzyliśmy, że tak już musi być.
Uwierzyliśmy, że jesteśmy nie dość dobrzy, że coś jest z nami nie tak.
Uwierzyliśmy, że nie zasługujemy na miłość i szacunek.
Uwierzyliśmy, że skalę naszej wartości ustanawiają inni.
Uwierzyliśmy, że naszą wartość definiuje świat zewnętrzny.
Uwierzyliśmy, że nie mamy prawa do wyrażania siebie.
Uwierzyliśmy, że powinniśmy żyć w sposób określony przez świat zewnętrzny, przez społeczeństwo, kulturę. Poddaliśmy się stereotypom i generalizacji.

A co jeśli Wam powiem, że to nie prawda? Że to iluzja?

Dawno straciliśmy poczucie JA, poczucie indywidualności, sens istnienia. Najwyższy czas obalić te stare mury. Najwyższy czas zmierzyć się z przeszywającą pustką. Następnie w opadającym pyle starych przekonań odnaleźć cegiełkę prawdy. To ona będzie częścią fundamentu nowego życia. Buduj je powoli, uważnie i z rozwagą. To Twój najcenniejszy skarb. To Twoje poczucie własnej wartości, to Twoja wyjątkowość. To Twoja własna przestrzeń i Twoja rzeczywistość. Nikt nie zrobi tego za Ciebie. Nikt też nie pożyczy Ci cegieł. Bo każdy ma inne cegły. I każdy ma swoją własną wewnętrzną prawdę. Jej się nie oddaje, jej się nie pożycza. Ją się odnajduje w sobie i chroni jak drogocenny skarb. Z niej buduje się szczęście. Z niej wypływa miłość.

Detektor emocji

PicsArt_07-15-09.01.32.jpg

Emocje są bramą do Twojego serca. Emocje są drogą do Twojej wewnętrznej prawdy. Emocje pokazują Ci bardzo dużo o Tobie i otaczających Cię ludziach. Nie ma negatywnych emocji, wszystkie są dobre i ważne. Jak odczytywać swoje emocje? Poniżej omówię kilka głównych emocji, które się w nas często pojawiają.

SMUTEK

Bardzo często uczucie smutku przejawia się poczuciem dyskomfortu w klatce piersiowej, w przestrzeni serca. Smutek jest też często związany z wewnętrzną pustką, a wewnętrzna pustka z poczuciem osamotnienia i opuszczenia. Smutek wiąże się też z poczuciem niezrozumienia, nie ważności, braku miłości i czułości rodzicielskiej, z byciem niewidzialnym i samotnym. Często jesteśmy też smutni gdy ktoś nas zawiedzie. Smutek pojawia się również jako nieodłączna część żałoby, gdy coś się kończy lub gdy mamy poczucie, że coś lub kogoś tracimy. Najlepszą metodą by uwolnić smutek jest skontaktowanie się z nim i wypłakanie. Smutek jest również emocją, która pojawia się przy poczuciu utraconego bezpowrotnie dzieciństwa.

ZŁOŚĆ

Złość pojawia się w nas gdy ktoś próbuje przekroczyć nasze granice, gdy czujemy się do czegoś zmuszani, gdy czujemy presję i dyskomfort, gdy ktoś nie daje nam przestrzeni na bycie sobą, stosuje wobec nas przemoc, kiedy coś nie idzie po naszej myśli, coś nam się nie uda itd. Bardzo często złość manifestuje się w brzuchu. Jej odczuwanie w ciele może charakteryzować się również napięciem mięśni, przyspieszonym biciem serca, zaciskaniem zębów, ściąganiem brwi itp. Złość pojawia się często gdy czujemy wewnętrzną niezgodę na coś. Tłumiona i nie wyrażana, kumuluje się w naszym ciele i wybucha często w najmniej oczekiwanym momencie, albo truje nas od środka i manifestuje się w chronicznym zmęczeniu, chorobach autoimmunologicznych itd. Dobrą metodą na uwalnianie złości tu i teraz jest otwarte mówienie o niej. Asertywność i stawianie granic są efektem zdrowego odczuwania złości. Łatwo jednak tłumiona złość lub niewyrażona złość z dzieciństwa może przerodzić się w agresję lub auto-agresję np samo-okaleczanie się. Zablokowana złość na rodziców może w dorosłym życiu przerodzić się w złość na siebie. Jeżeli tłumiliśmy złość przez długie lata, kiedy damy już sobie na nią prawo, może wylewać się z nas strumieniami. Wtedy warto jest zapewnić sobie odpowiednie warunki do fizycznego uwolnienia złości np waląc ręką w poduszkę lub krzycząc z całych sił w samochodzie itd. Warto dodać, że złość często kryje się pod smutkiem i apatią. Pomocne w procesowaniu złości są również powroty do dzieciństwa, praca z Wewnętrznym Dzieckiem i danie sobie możliwości wyrażenia złości na rodziców wchodząc w podświadomość za pomocą medytacji i wizualizacji. Pomocne może również okazać się pisanie listów do wszystkich, do których czujemy złość. Do rodziców, do partnera, rodzeństwa, dalszych członków rodziny, szefa, koleżanki itd. Są to jednak listy dla Was do celów terapeutycznych, nie wysyłamy ich do adresatów.

Filmik o wypartej złości:

LĘK

Lęk często odczuwamy jako odrętwienie całego ciała, wstrzymany, spłycony oddech, napięcie w mięśniach, przyspieszone bicie serca. Ta emocja informuje nas o możliwym zagrożeniu. Często jednak odczuwamy irracjonalny lęk i wtedy ma on ewidentne podłoże w dzieciństwie. Jeżeli jako dzieci często się baliśmy osób, które powinny zapewnić nam poczucie bezpieczeństwa to powstaje wewnętrzny konflikt. Boję się kogoś, kogo kocham, boję się kogoś kto powinien dawać mi miłość. Boję się wyrażać emocji, bo boję się opuszczenia lub ukarania. Boję się co przyniesie nowy dzień, bo w moim domu nigdy nic nie jest przewidywalne. A potem boję się życia, boję się być sobą, boję się stawiać granice, boję się bliskości, boję się samotności, opuszczenia, boję się konfrontacji, boję się wyrażania emocji… Jesteśmy jednym wielkim chodzącym lękiem. Im więcej przeżywaliśmy traum jako dzieci tym większy poziom lęku w życiu dorosłym. Może przerodzić się to w nerwice lękową, ataki paniki itd. Wspaniałą metodą uwalniania lęku jest metoda pracy z Wewnętrznym Dzieckiem. Lęk ma również to do siebie, że ignorowanie go lub zaprzeczanie go tak naprawdę potęguje. Więc pierwszym krokiem jest przyznanie się przed sobą, że się boję. Kolejnym będzie zdanie sobie sprawy z tego dlaczego się boję, co jest tego przyczyną i co ta sytuacja mi przypomina? Czymś co sprawia, że lęki się znacznie zmniejszają lub znikają całkowicie jest ODWAGA na działanie pomimo lęku. Jeśli się boisz ale i tak zrobisz coś pomimo to, wtedy rośniesz w siłę.

Filmik o pracy z Wewnętrznym Dzieckiem:

RADOŚĆ

Kiedy czujemy radość, w nasze ciało wstępuje wspaniała energia, jest nam miło, przyjemnie, błogo. Odczuwanie radości pokazuje nam, że np spełniamy się w tym co robimy, jesteśmy sobą, otaczamy się dobrymi ludźmi, znaleźliśmy się w sytuacji, która nam służy. Radość powiązana jest również z poczuciem miłości, akceptacji i wdzięczności. Prawdziwe wewnętrzne szczęście w moim odczuciu wiąże się głównie z życiem w zgodzie ze swoim sercem, z doświadczaniem tu i teraz, z akceptacją, harmonią i wewnętrznym spokojem. Warto celebrować i doceniać radosne chwile w naszym życiu.

Istnieje również szereg złożonych emocji takich jak:
– wstyd (gdy zrobiliśmy coś nie zgodnie z ogólnie panującymi zasadami, często jest to toksyczny wstyd, który hamuje nad przed byciem sobą),
– poczucie winy (gdy skrzywdziliśmy kogoś, często jednak czujemy nadmierne poczucie winy i odpowiedzialności w sytuacjach gdy nie zrobiliśmy nic złego, źródła oczywiście należy szukać w dzieciństwie),
– bezsilność (kiedy mamy poczucie, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia i już nic nie możemy zrobić),
– współczucie (związane z naszą empatią i wrażliwością),
– zazdrość (często efekt porównywania się do innych, zaniżonego poczucia własnej wartości, braku akceptacji siebie, czasem pokazuje nam również o naszych skrytych marzeniach, niespełnionych ambicjach, ukrytych tęsknotach),
itd.

Kochani bardzo ważne jest to by wsłuchiwać się w siebie i swoje emocje. Jest to pierwszy krok do wyjścia z pasma traum i niezadowolenia z życia. Możecie to robić w medytacji, w zacisznym miejscu, wystarczy nawet kilka minut dziennie. Możecie potrzebować wsparcia by poradzić sobie z zablokowanymi emocjami z przeszłości. Wybierajcie wsparcie sercem i również przyglądajcie się kto jakie emocje w Was wywołuje.

Filmik o emocjach:

Moja bajka

20180624_230302[1]

Była raz sobie dziewczynka, na imię jej było Niewinność. Niewinność wiodła piękne, spokojne życie. Wierzyła, że świat jest pełen miłości, a w sercu każdego człowieka mieszka dobroć. Wierzyła, że wszyscy patrzą na świat tak jak ona i są tak wrażliwi jak ona.

Pewnego dnia spotkała inną dziewczynkę, która miała posępną minę jakby na jej twarzy nigdy nie gościł uśmiech. Na imię jej było Krzywda. Krzywda znała zupełnie inny świat niż Niewinność. Pokazała jej serca przepełnione nienawiścią, zazdrością i gniewem. Niewinność nie mogła w to uwierzyć. Przepłakała kilka dni i nocy, tak bardzo dotknęło ją to co pokazała jej Krzywda. Przepełniał ją ogromny lęk i miała ochotę schować się w swoim domu i nigdy już z niego nie wychodzić.

Pewnego dnia zapukała do jej drzwi kolejna dziewczynka. Niewinność długo zastanawiała się czy jej otworzyć, ale czuła się bardzo samotna więc podjęła ryzyko. Dziewczynce na imię było Iluzja. Iluzja przekonała Niewinność, że razem mają taką moc, że mogą naprawić ludzkie serca. Powiedziała jej, że gdy tylko będą bardzo chciały i działały razem to na pewno Niewinność odzyska świat w jaki zawsze wierzyła. Wybrały się w podróż po świecie. Niewinność spotykała wielu ludzi, o których mówiła jej Krzywda. Bardzo mocno jednak ufała Iluzji więc próbowała z całych sił i wlewała swą dobroć i miłość w serca przepełnione nienawiścią. Z każdym dniem Niewinność słabła i traciła energię. Nienawistne serca były pełne dziur, a miłość wylewała się z nich jak z potłuczonych dzbanów. Niewinność była załamana. Czuła, że umiera. Zawołała do Iluzji: – Oszukałaś mnie! Odejdź! Nie chcę Cię w swoim życiu!
Iluzja zniknęła, Niewinność została zupełnie sama wycieńczona do granic możliwości.

Kiedy Niewinność była już na skraju życia i śmierci, odwiedziła ją kolejna dziewczynka. Niewinność bardzo się bała, ale nie miała już sił by się jej przeciwstawić. Na imię jej było Akceptacja. Akceptacja rzekła do Niewinności:
– Nosisz w sobie piękną duszę i serce pełne miłości, wiedz jednak, że nie wszyscy są tacy jak Ty. Oddając im to co masz najcenniejsze nie pomożesz im. Jedynymi kto może im pomóc są oni sami.
– Czy nie mogę zrobić już nic by ten świat był lepszy? – zapytała Niewinność.
– Możesz. – odparła Akceptacja. – Żyj w zgodzie ze swoim sercem, chroń je jak największy skarb i dbaj o nie. Dawaj miłość tym, którzy nie mają dziur w swoich sercach, a wtedy również ją dostaniesz. Jesteś dla tego świata bardzo ważna i bardzo potrzebna.

Od tej pory Niewinność witając nowych gości u progu swego domu zaglądała im w serca. Często potrzebowała czasu by przyjrzeć się sercom, ponieważ niektóre odziane były w piękne szaty. Kiedy Niewinność odmawiała wstępu do swojego domu, szaty spadały a oczom Niewinności ukazywały się nienawistne serca pełne dziur. Niewinność pamiętała słowa Akceptacji dlatego życzyła owym gościom wszystkiego dobrego, ale nie wpuszczała ich do swojego domu. Gdy u jej progu pojawiały się szczere i wrażliwe serca, czekały cierpliwie na wstęp do domu. Niewinność z ogromną radością witała je w progu i zapraszała do środka. Grzali się wspólnie w blasku świec, radowali się bez końca i przelewali sobie nawzajem swoją miłość i wdzięczność. Czasem jeszcze odwiedzała ich Krzywda przypominając o nienawistnych sercach, ale zaraz potem nadchodziła przyjaciółka Akceptacja rozsiewając błogi spokój, Iluzja natomiast zniknęła na wieki.

W klatce perfekcjonizmu

klatka

Nie pozwalasz sobie na popełnienie błędu. Gdy go popełniasz jesteś straszliwie sfrustrowany. Jesteś zły na samego siebie, bo przecież mogłeś inaczej, lepiej, bardziej… Jesteś nad wyraz dojrzały jak na swój wiek i nad wyraz odpowiedzialny. Masz bardzo imponujące zasady. Rzadko pozwalasz sobie na spontaniczność i beztroskę, a wśród ludzi, którzy się tak zachowują czujesz się nieswojo. Masz potworne wyrzuty sumienia za każdym razem gdy zachowasz się w sposób jakkolwiek odbiegający od Twojej sztywnej etykiety. Nie ma w Tobie miejsca na uchybienia, na pomyłki, na przeoczenia. Jesteś mistrzem od zadań specjalnych, gdzie diabeł nie może tam perfekcjonistę pośle. Potrafisz zachować zimną krew i racjonalne myślenie nawet w obliczu ogromnego stresu. Zawsze bardzo wysoko stawiasz sobie poprzeczkę i z każdym kolejnym osiągnięciem przesuwasz ją wyżej i wyżej… Nie potrafisz cieszyć się z tego co tu i teraz, bo już w głowie masz kolejny plan i kolejny cel. Bardzo uderza w Ciebie wszelka krytyka, trafia wprost w Twoją ranę bycia wciąż niewystarczająco dobrym.

Masz bardzo wysokie ambicje, plany, marzenia i dążysz do nich poświęcając ogromną ilość czasu, pracy i energii. Nie podejmujesz jednak ryzyka ze względu na lęk i często zaczynasz coś czego nie kończysz. Lęk związany jest z przekonaniem, że nie ważne jak bardzo byś się starał i tak coś będzie nie tak. Ale wciąż się starasz i wciąż dążysz do celu waląc głową w mur. Inni ludzie definiują Ciebie jako osobę. Ich podziw, ich spojrzenie, ich opinia. Wciąż na zewnątrz szukasz potwierdzenia swojej wartości. Robisz to po to by czuć, że coś znaczysz, by czuć, że ISTNIEJESZ. Bo jesteś JAKIŚ tylko gdy coś robisz. Nie wystarczy to, że po prostu jesteś, Ty musisz coś sobą reprezentować, to kim jesteś to za mało. A poza tym… Kim Ty w ogóle jesteś? Czy wiesz kim jesteś? Jesteś perfekcjonistą zamkniętym w klatce fałszywych przekonań i wewnętrznych konfliktów. Otrzymałeś to w pakiecie po swoich rodzicach. Tak samo jak ja.

Postawa ojca wyrobiła we mnie przekonanie, że wciąż muszę być najlepsza, najgrzeczniejsza, najlepiej się ucząca, osiągająca najlepsze wyniki w sporcie. Dopiero wtedy mnie zauważał. Ale nie chwalił, oooo nie… Myślałam, że będąc perfekcyjną córeczką zasłużę sobie na jego miłość i akceptację. Próbowałam z całych sił ale to nigdy nie nastąpiło. Chciałam by rodzice byli ze mnie dumni, chciałam widzieć w ich oczach podziw, uznanie, bezwarunkową miłość. Ale wciąż coś było nie tak, wciąż nie byłam wystarczająco dobra, a gdy osiągnęłam coś naprawdę wielkiego to była to norma, żadnych fajerwerków, żadnych wybuchów radości, żadnego świętowania. Miałam więc wciśnięty gaz do dechy, osiągając kolejne cele a jednocześnie lęk przed dezaprobatą ojca. Tym samym z podświadomości mamy płynął jeden wielki hamulec. Jedno wielkie skopane poczucie własnej wartości. Lęk przed tym, że nie dam rady, że się nie uda, że nie podołam. Myślenie katastroficzne. „Martwię się o Ciebie…”, „Boję się o Ciebie…” , „A co jeśli…”, „Zastanów się, uważaj …”. Podstawą naszej więzi był lęk. Przylgnął on do mnie tak bardzo, że niemal nie było dnia bym go nie odczuwała. I tak ciężko było go puścić, bo to tym samym odcięcie pewnej części powiązań z mamą.

Gaz do dechy i jednoczesny hamulec. Jaki jest tego efekt? Totalna dezorientacja, brak kontaktu ze swoim prawdziwym JA, brak wiedzy o tym kim jestem, czego potrzebuję, co lubię, co toleruję a czego nie, co chcę w życiu robić? Życiowa energia idąca w próżnię. Jak to zmienić? Praca nad perfekcjonizmem polega przede wszystkim na akceptacji. Akceptuję wszystko w sobie, nawet jeśli to przeszkadza, nawet jeśli nie jest to idealne, ale jest to moje i daje prawo temu istnieć. Nawiązuję kontakt z ciałem i emocjami, akceptuję wszystko co się pojawia. MASZ PRAWO DO SŁABOŚCI. MASZ PRAWO DO BŁĘDU. Powtarzaj to sobie. Nie musisz robić wszystkiego idealnie, daj sobie odrobinę cierpliwości i wyrozumiałości. Trzeba być też uważnym by nie próbować być perfekcyjnym przy pracy nad sobą. To jest proces, który trwa i należy to zaakceptować. Nie zrobisz nic na siłę, niczego nie przyspieszysz. Życie samo podsuwa Ci tematy do pracy i różne rozwiązania. Trenuj doświadczanie z pozycji obserwatora. Obserwuj siebie i swoje reakcje, pytaj siebie „czy to jest moje, czy jestem teraz w zgodzie ze sobą?”. Nie musisz od razu uzyskiwać odpowiedzi, być może będziesz musiał na nie chwilę poczekać. Zwolnij. Zredukuj życiowe biegi. Ty nic nie musisz. Pomocna jest medytacja i pozwolenie sobie na zwyczajne bycie tu i teraz. Przestań siebie biczować i obwiniać za przeróżne wpadki, błędy, czy zachowania, których już nie zmienisz. NIE NA WSZYSTKO MASZ WPŁYW. Jedyne za co jesteś odpowiedzialny to Ty sam.

Warto również popracować nad lękiem. Lękiem przed oceną, porażką, popełnieniem błędu, dezaprobatą, odrzuceniem. Przede wszystkim zauważ ten lęk, kiedy się pojawia i gdzie w ciele go odczuwasz? Następnie zaakceptuj go i pozwól mu być. Samo przyznanie się przed sobą, że się boisz, nazwanie czego się boisz i pozwolenie temu wybrzmieć, znacznie zmniejsza intensywność tej emocji. Zastanów się skąd wziął się w Tobie ten lęk, może jest z Tobą od zawsze? Może dostałeś go w pakiecie z całym worem fałszywych przekonań? Następnie przytul sam siebie i wyobraź sobie, że jesteś wspaniałym dorosłym, aniołem, przewodnikiem, czarodziejem… Że przytulasz tą zalęknioną istotę w sobie i mówisz: „Już dobrze, jestem tu z Tobą.”. Dodawaj sobie otuchy gdy lęk stopuję Cię w wykonaniu działania. Mów do siebie: „Jestem przy Tobie, zrobimy to razem, uda nam się.” Powoli zmieniaj sposób w jaki zostałeś zaprogramowany. Pokazuj sobie samemu, że możesz, że dasz radę, że mimo lęku zrobiłeś kolejny krok naprzód. Że to jest OK, że czasem się potkniesz, a czasem cofniesz. Ale wciąż będziesz próbował odnaleźć siebie samego i żyć w zgodzie ze sobą.