Blog

Warsztaty online „Uwolnij się od toksycznych relacji”.

PicsArt_06-10-10.23.45

Kochani bardzo serdecznie zapraszam na warsztaty online „Uwolnij się od toksycznych relacji”, które odbędą się od 20 do 24 czerwca 2018 w tajnej grupie na Facebooku. Codziennie będę wstawiała filmik z szczegółowo omówionym tematem, ćwiczenia do wykonania oraz dwa razy poprowadzę transmisję live. Nawet jeżeli nie możecie rozpocząć w wyznaczonym terminie, śmiało można zapisać się na warsztat gdyż materiały dostępne będą bezterminowo.

PLAN WARSZTATÓW:

1.  NARCYZ, toksyczny człowiek. Jak go rozpoznać, czym charakteryzuje się narcyzm ukryty, toksyczna osobowość?

2. Etapy toksycznej relacji i dlaczego tak trudno jest uwolnić się emocjonalnie od kogoś kto nas krzywdzi?

3. TOKSYCZNE DZIECIŃSTWO – od tego wszystko się zaczyna. Dlaczego wchodzimy i tkwimy w toksycznych relacjach?

4. Leczenie ran po toksycznej relacji. Etapy dochodzenia do siebie i formy samo-pomocy.

5. Bądź wolny od toksycznych relacji. Jak stworzyć piękną relację ze sobą i nauczyć się stawiać granice?

KOSZT WARSZTATU TO £50 (około 250 zł) płatne do 20 czerwca. Możliwe formy płatności to PayPal, TransferGO lub standardowy przelew zagraniczny, jeśli jesteś zainteresowana/y, napisz, podam Ci wszystkie szczegóły dotyczące płatności ❤

Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do kontaktu.

Zapisy trwają do 20 czerwca ❤

PicsArt_06-12-10.19.29

Kim jestem?

PicsArt_06-02-01.09.27

Byłam dzieckiem, któremu nie było dane rozwinąć swej osobowości w sposób prawidłowy. Byłam dzieckiem, które zostało pozbawione tożsamości. Byłam dzieckiem, które czasem wchodziło w rolę bohatera a czasem w rolę dziecka we mgle. Byłam dzieckiem wciąż pragnącym miłości i uwagi. Dzieckiem, które chciało zasłużyć na miłość, akceptacje i uznanie. Dzieckiem, które nie traciło nigdy nadziei, że dostanie to czego potrzebuje.

Byłam córką. Wciąż próbującą zadowolić rodziców, dążącą do perfekcji, bystrą dziewczynką. Myślałam, że gdy tylko bardziej się postaram to w domu będzie lepiej. To tata mnie pochwali, będzie ze mnie dumny, a mama poświęci mi więcej czasu. Czułam się odpowiedzialna za atmosferę domową, czułam się winna gdy coś było nie tak. Moja dziecięca psychika nie byłaby w stanie znieść faktu, że mam niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Że ojciec jest alkoholikiem i nigdy nie przestanie pić, że będzie coraz gorzej i nie mam na to wpływu. Jako dziecko nie byłabym w stanie znieść poczucia bezradności, bo od tego krótka droga do depresji. Dlatego mózg wypiera, dlatego wchodzimy w przeróżne role, dlatego przejmujemy odpowiedzialność i czujemy się winni. By przetrwać. Przetrwanie = zaburzony rozwój. Dziecko nie jest w stanie się prawidłowo rozwijać gdy jego mózg nastawiony jest na przetrwanie. Gdy narażony jest na ciągły stres. Nie jest w stanie spontanicznie poznawać świata, odkrywać siebie, swoich możliwości, kształtować prawidłowo swojej tożsamości. Jako niemal dorosła dziewczyna postanowiłam, że nie chce mieć nic wspólnego z moim ojcem, urwałam wszelkie kontakty. Połowa roli córki zniknęła. Została mama, która po odejściu od ojca była wrakiem człowieka, nie czułam się wtedy jej córką.

Byłam koszykarką, kapitanem drużyny. Podchodziłam do tej roli śmiertelnie poważnie. To nie była dla mnie zabawa. To był dla mnie sens mojego nastoletniego życia. Ta rola definiowała moją osobowość. Będąc sportowcem, kapitanem, czułam się KIMŚ. Czułam się ważna, potrzebna, doceniana. Ta rola zapełniała w pewnym stopniu moją wewnętrzną pustkę, moje poczucie, że nie wiem kim jestem. Przez dwa lata liceum uczęszczałam do Szkoły Mistrzostwa Sportowego gdzie trenowałam dwa razy dziennie, uczyłam się i wkraczałam w dorosłość. Trafiłam na trenera, który szybko zweryfikował moją przydatność w drużynie, zostałam potraktowana jak przedmiot, jak mebel, który nie pasuje kolorem do wnętrza więc przestawia się go kilka razy a na koniec wyrzuca. Rola koszykarki prysła jak bańka mydlana. Znów nie wiedziałam kim jestem.

Byłam pięściarką. Zaczęłam trenować boks, szybko stało się to moim kolejnym sensem życia i definicją mojej osobowości. Miałam talent, naturalną szybkość uczenia się, zaczęłam jeździć na zawody, trafiłam do Kadry Narodowej. Znów czułam się KIMŚ. Przekraczałam własne słabości, pokonywałam bariery, często trenowałam mimo bólu. Trenowałam dwa razy dziennie, a na kadrach nawet trzy. Boks stał się moim całym życiem. Stojąc na podium ze złotym medalem Mistrzostw Polski czułam, że wreszcie coś znaczę. Ale to wypełniło moje poczucie pustki tylko na jakiś czas. Potem chciałam osiągać międzynarodowe sukcesy, ale trafiłam na trenera, który na pewnych zawodach zmieszał mnie z błotem przy wszystkich. Zostałam potraktowana jak kompletne zero. Rola pięściarki zniknęła. I znów nie wiedziałam kim jestem.

Byłam partnerką, żoną. Postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i skupić się na związku. Skoro w sporcie nie wyszło to może przynajmniej w życiu prywatnym. Na początku czułam się kochana, widziana, doceniana, akceptowana. Czułam się tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Myślałam, że tak właśnie wygląda szczęście i spełnienie. Że znalazłam coś czego szukałam od zawsze. Miłość do męża definiowała mnie jako człowieka.  Gdy stałam przy ołtarzu i przysięgałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską myślałam, że tak właśnie wygląda szczęście i spełnienie. Że właśnie to jest to kim jestem – żoną i, że właśnie ta rola przyniesie mi prawdziwe spełnienie. Niestety, różowe okulary zostały mi brutalnie ściągnięte. Po jakimś czasie zaczęłam być traktowana bez szacunku, byłam notorycznie krytykowana, okłamywana, odrzucana. Zaczęłam czuć się bezwartościowo, byłam zdezorientowana, znowu nie wiedziałam kim jestem. Moje małżeństwo legło w gruzach, odeszłam, rola żony się skończyła.

Byłam matką. Jestem nią nadal, ale ta rola nie definiuje już mnie jako osoby tak jak wcześniej. Kiedy urodziłam dzieci, poczułam się szczęśliwa, poczułam, że wreszcie moje życie ma sens. Poczułam się potrzebna, niezastąpiona, niezbędna. Szybko jednak odkryłam, że bycie dobrą matką nie polega na budowaniu poczucia własnego „JA” dzięki dzieciom. Bycie dobrą matką to DAWANIE. A co ja miałam dać swoim dzieciom jak nie wiedziałam kim jestem?

Teraz, JESTEM SOBĄ. Jestem kobietą pełną życiowej energii. Jestem kobietą pełną życiowej mądrości. Jestem człowiekiem pełnym miłości i empatii. Jestem osobą pełną pasji. Jestem piękną duszą, która wreszcie odnalazła sens. W SOBIE. Nie muszę wchodzić już w żadną rolę. Nawet jeśli coś w moim życiu się skończy to JA nadal będę. JA jestem definicją siebie samej. Nie ważne co osiągnę, nie ważne gdzie będę i z kim. Jestem wartością samą w sobie tylko dlatego, że JESTEM. Nic już nie muszę. JESTEM WOLNA. Wciąż borykam się z demonami przeszłości, z fałszywymi przekonaniami, wciąż pracuję nad sobą. To jest proces, który śmiem twierdzić nigdy się nie kończy. Stało się to moim życiowym priorytetem. Ja sama stałam się dla siebie najważniejsza. Doceniam każdy mały krok do przodu, akceptuje każdy błąd, porażkę, krok do tyłu. Nie walczę już ze sobą, walczę O SIEBIE. Przyglądam się sobie, wsłuchuje się w ciało, w emocje. Czasem jestem sobie w przestrzeni „nie wiem”. Czasem nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasem czuję się zagubiona, czasem zalękniona. Czekam sobie cierpliwie na to co nadejdzie, na to co życie ma dla mnie. Jestem wdzięczna za wszystko co mnie spotkało, za drogę, którą przeszłam, bo nie odnalazłabym siebie bez tych wszystkich wydarzeń. Nie rozumiałam dlaczego tak wiele na mnie spada. Dziś odnajduję w tym ogromną siłę. Bo człowiek, który zniósł tak wiele i odnalazł wewnętrzną moc musi być KIMŚ. Zawsze była we mnie dusza wojowniczki. Zawsze była we mnie zawzięta dusza rewolucjonistki. Zawsze była we mnie wrażliwość i dobre serce. Zawsze była we mnie odwaga. Jestem wdzięczna Bogu i sobie, że to odkryłam. Że jestem tu gdzie jestem, tym kim jestem.

 

Po wyjściu z toksycznego związku

PicsArt_05-24-11.49.59

(zdjęcie zrobione miesiąc po wyjściu z toksycznego związku)

KARTKA Z PAMIĘTNIKA

Cisza. Totalna cisza. Słyszę tylko równy, spokojny oddech moich śpiących dzieci. Na stoliku paruje ziołowa herbatka – melisa. Zapalam świeczkę, uwielbiam świeczki, uwielbiam magiczny półmrok. On zawsze je gasił, mówił, że zabierają tlen. To nie świeczki zatruwały powietrze w naszym domu. Jest teraz tak spokojnie, że aż dziwnie. Minął miesiąc odkąd odeszłam w wielkiej tajemnicy. Planowałam to dość długo by obyło się bez awantur, by dzieci nie były świadkami nieprzyjemnych zdarzeń. Kochałam go, bardzo go kochałam. Kogo właściwie kochałam? Kim on właściwie jest? Dezorientacja to stan, w którym żyłam przez ostatnie lata. Jestem w szoku, nie dowierzam. Czy to się dzieje naprawdę? Wywróciłam całe swoje dotychczasowe życie do góry nogami. A co to było za życie? Dobre wspomnienia mieszają się z tymi bardzo przykrymi, większość tych nieprzyjemnych wyparłam, nie chciałam tego pamiętać. A może on wcale nie jest taki zły? A może on mnie kocha? A jak nie mnie to już na pewno dzieci. Zaraz, zaraz… To co ja w takim razie robię w ośrodku dla kobiet i dzieci? Dlaczego skazałam się na status bezdomnej matki? Tak po prostu, bo coś mi się wydawało?

Przypomina mi się co czułam czekając z dziećmi na placu zabaw, aż będę mogła bezpiecznie wejść do domu, spakować siebie i dzieci w dwie torby i wyjechać. Czułam strach. Strach przeszywający do szpiku kości. Strach, że to się nie uda, że będę musiała z tym człowiekiem spędzić kolejny dzień pod jednym dachem. Ta perspektywa była niczym tortura. Czy gdyby był dobrym człowiekiem to tak bym się czuła?

Teraz centrum mojej rzeczywistości, którym był przez ostatnie lata zniknęło. Moje myśli, moje emocje, moje ciało krążyło wokół jednego człowieka. A teraz jestem ja. Sama, odpowiedzialna za siebie i swoje dzieci. Czuję się jakby jakaś część mnie umarła. Jakbym straciła coś ważnego. Przez lata walczyłam o związek, o niego, by się zmienił, by zobaczył swoje dysfunkcyjne zachowania, by zrozumiał… Próbowałam wszystkiego, przedstawiłam wachlarz przeróżnych wariantów swoich zachowań, swoich reakcji. Szukałam problemu w sobie, w swoim dzieciństwie, w swojej wadliwej percepcji, w nadwrażliwości, w uległości. Wciąż miałam nadzieję, że mam taką moc, która otworzy jego pancerz i odsłoni serce. Taka dobrze mi znajoma dziecięca naiwność, będąc dzieckiem wierzyłam, że gdy będę dobrą córeczką to zasłużę na miłość. Że gdy pomyślę życzenie przy zdmuchiwaniu świeczek na torcie to tata przestanie pić. Że gdy będę się mocno modlić to mój tata się zmieni. Wyobrażałam sobie jakby to było mieć normalny dom i wierzyłam w to aż do dorosłości, że dostanę w końcu miłość, akceptację, ciepło, uwagę. I oto jestem, poraniona, przerażona, oszukana, wyeksploatowana przez kolejnego toksycznego człowieka. Iluzja umarła, nadzieja prysła jak bańka mydlana, mgła się przerzedziła. Doszłam do ściany. Walnęłam głową w gruby mur. On się nie zmieni. NIGDY. Ty nie masz na to wpływu. ZAAKCEPTUJ TO.

Kiedy odeszłam, poczułam jakby ktoś podał mi drabinę. Może to Bóg, a może Anioł, a może jakaś magiczna siła. Oparłam drabinę o ten mur, ale nogi mam takie ciężkie… Jak ja mam się po niej wspinać gdy nie mam siły? No i co jest po drugiej stronie muru? A może jednak się cofnąć do tego co już znam? Nie, zaraz, cokolwiek będzie lepsze niż tamto. Nie wiem dokąd zmierzam. Ale jedno wiem na pewno. Tkwienie w toksycznej relacji a wydostanie się z niej łączy jedna rzecz. Totalne dno. Czarna otchłań. Nicość, pustka, beznadzieja. Smutek, żal, złość. Jest jedna różnica. Gdy tkwisz w takiej relacji może być tylko gorzej. Po tej stronie muru nie będzie inaczej. Gdy zdobędziesz się na odwagę by sięgnąć po drabinę i krok po kroku w tym całym bólu, smutku, żalu, złości, bezsilności, samotności, krok po kroku z mozołem będziesz się po tej drabinie wspinać… To będzie tylko lepiej. Czasem możesz spaść, cofnąć się o jeden szczebel. Ale nie oddawaj już swojej drabiny, nie pozwól by Ci ją zabrano. Przy murze trzyma ją nadzieja i wizja tego co może czekać Cię po drugiej stronie. Ta drabina to Twoja wewnętrzna prawda. Prawda i dobro zwyciężają zawsze. Jak nie dziś, to jutro, a jak nie jutro to kiedyś. Ale wygram tą walkę o życie. Wygram tą walkę o siebie.

—–Wpis przedstawia moją rzeczywistość niedługo po opuszczeniu toksycznej relacji—-

METODY SAMO-POMOCY PO PRZEMOCY NARCYSTYCZNEJ

METODY SAMO-POMOCY PO PRZEMOCY NARCYSTYCZNEJ

33060363_244949649577861_3579767069832380416_n

Jakakolwiek relacja z narcyzem wiąże się z ogromną inwestycją emocjonalną i energetyczną, z wykorzystaniem, z upokorzeniem, umniejszaniem, wstydem, brakiem szacunku… Jest to bardzo toksyczna i niszcząca relacja. Pewnego dnia coś się zmienia, maska spada, iluzja zaczyna umierać. Zasięgasz informacji na temat toksycznych relacji, na temat narcyzmu, współzależności i zaczynasz otwierać oczy. Ten moment olśnienia można porównać do otrzymania ciosu łopatą w głowę. Jest szok, jest niedowierzanie, próba wyparcia ale dochodzimy do ściany. I już nie potrafimy siebie dłużej oszukiwać, tkwimy w bagnie. Decyzja o odejściu i działanie w tej kwestii były jednymi z najgorszych doświadczeń w moim życiu. Ale była to jedna z najlepszych decyzji. Po takiej relacji dochodzi się jednak jeszcze długo do siebie, zazwyczaj ofiary narcystycznej przemocy mają objawy podobne do żołnierzy po powrocie z wojny. C-PTSD lub PTSD „Complex-PostTraumatic Stress Dissorder” czyli zespół stresu pourazowego jest to forma reakcji mózgu i organizmu na traumatyczne wydarzenie lub w przypadku relacji z narcyzem – całych serii traumatycznych wydarzeń. Życie w ciągłym stresie i napięciu mają straszliwy wpływ nie tylko na zdrowie psychiczne ale też fizyczne. Więcej o stresie pourazowym i jak on się objawia powiem w filmikach lub w kolejnych tekstach jednak teraz chciałabym się skupić na tym w jaki sposób sobie pomóc.

JAK POMÓC SOBIE PO WYJŚCIU Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU:

1. Poszukaj wsparcia. Terapia, ale tylko z osobą, która ma pojęcie co to jest narcyzm i przemoc narcystyczna, najlepiej która sama to przeszła. Polecam również moją grupę wsparcia „Wolni od toksycznych relacji.” (dla obu płci) a także grupę „Narcyzm-rozmowy” (dla kobiet).

2. Zero kontaktu lub gdy nie jest to możliwe jak najmniejszy kontakt z narcyzem. Zmień nr telefonu, zablokuj go na portalach społecznościowych a najlepiej załóż nowe, jeśli to możliwe to zmień adres na taki, którego nie zna żeby Cię nie nachodził. (Piszę tu o narcyzie w formie męskiej jednak post jest również dla mężczyzn jako ofiar narcystycznej przemocy ze strony kobiet). Jeśli musisz mieć kontakt ze względu np na dzieci, poproś zaufaną osobę o pośrednictwo lub ogranicz się do kontaktu mailowego. Mimo, iż będzie Cię bardzo kusiło postaraj się nie śledzić narcyza na portalach społecznościowych itd. Do niczego dobrego Cię to nie doprowadzi.

3. Dbaj o siebie. Rób dla siebie małe rzeczy, małe przyjemności. Pytaj siebie codziennie „Jak sie czuję? Czego potrzebuję?”. Daj sobie prawo do przeżywania emocji. Daj sobie cierpliwość i czas. Często tkwimy w takich związkach przez lata, dlatego potrzeba czasu by się uzdrowić. Momenty totalnej bezsilności są normalne, opłakanie swoich krzywd jest niezbędne jednak postaraj się nie popaść w totalny marazm, który trwa bardzo długo. Znajdź sobie zajęcia, które na jakiś czas odciągną Cię od myślenia o narcyzie i trawienia tego co się stało. Takie małe ucieczki są wskazane. Nie uciekaj jednak na długo, dochodzenie do siebie wymaga pracy i przerobienia problemu. Bardzo pomaga przebywanie wśród natury, na świeżym powietrzu, pomaga również aromaterapia, medytacja, aktywność fizyczna.

4. Zapewnij sobie poradę prawną jeśli jesteście małżeństwem, macie dzieci, wspólny majątek itp. Niektórzy adwokaci świadczą poradę prawną za darmo. Warto też poszukać fundacji, które pomagają ofiarom przemocy domowej.

5. Weź zeszyt i zrób sobie listę przykrych wspomnień, wszystkich kłamstw, manipulacji, braku szacunku, jak się wtedy czułaś/łeś. Czytaj tą listę za każdym razem gdy poczujesz przypływ miłosierdzia dla narcyza. Pisanie pamiętnika również pomaga w zdrowieniu a także po czasie możesz zobaczyć jakie robisz postępy, jak czułaś się miesiąc temu a jak jest dziś.

6. Dopóki czujesz się samotna/y nie angażuj się w nowe związki. Daj sobie czas. Nie zapełnisz swojej pustki kimś innym. Może jedynie doprowadzić Cię to w ręce kolejnej toksycznej osoby. Jesteś teraz istotą poturbowaną, osłabioną, potrzebującą czasu i przestrzeni by dojść do siebie. Zaakceptuj to jak jest. Rzeczywistość nie jest piękna ale jest prawdziwa. Lepsza najgorsza rzeczywistość niż najpiękniejsza iluzja.

7. Przeżywaj swoje emocje, nie musisz być silna/y, nie musi być ok. Nie jest ok. Masz prawo płakać, masz prawo krzyczeć, masz prawo wyrażać złość. Wspieraj siebie w tym. Gdy czujesz złość krzycz w poduszkę, wal pięściami w materac itp. Świetne metody uwalniania złości prezentuje Grzegorz Byczek na swoim kanale na YouTube.

8. Kiedy emocje opadną i będziesz gotowa/y zastanów się co sprawiło, że wylądowałaś/łeś w takiej relacji, co narcyz wykorzystał, jakie masz braki emocjonalne, jakie tęsknoty, jakie rany, skąd to się wzięło? Czy ta relacja Ci coś może przypomina? Może obnażyła coś co już od dawna w Tobie tkwiło? Pamiętaj jednak, że by spojrzeć z dystansu i innej perspektywy na to co Cię spotkało potrzeba czasu i gotowości.

PAMIĘTAJ: TO CO CIĘ SPOTKAŁO NIE BYŁO TWOJĄ WINĄ. NIEPRAWDĄ JEST, ŻE TO Z TOBĄ JEST COŚ NIE TAK. NIE JESTEŚ SAM/A!

Po uwolnieniu się z toksycznego związku…

29598026_225828591489967_8500295338448971663_n

Toksyczny związek pozostawia wiele śladów na duszy i ciele. Po przejściu przez toksyczny związek zmieniamy nasze postrzeganie świata i ludzi. W języku angielskim osobę, która wyszła z toksycznego, przemocowego związku nazywa się „survivor”. Survivor to ktoś, kto przeżył, przetrwał traumatyczne, drastyczne wydarzenia. Można to nawet przetłumaczyć jako „niedobitek”. Ktoś na skraju wyczerpania, kto ostatkami sił się uratował.

Po wyjściu z toksycznego związku przeżywamy prawdziwą żałobę. Nie dość, że żałobę po związku to jeszcze po iluzji miłości, której tak naprawdę nie było. Opłakujemy coś co nie było zgodne z rzeczywistością. Naszą wizję drugiej osoby, iluzję. Coś w nas umiera. Dlatego tak boli. Nie chodzi tylko o tą drugą osobę i uczucie do niej. Umiera część nas zwana niewinnością. Ta wspaniała dziecinna niewinność, przekonanie, że każdy człowiek ma serce. Że każdy ma w sobie coś dobrego. Że nikt nie ma złych zamiarów i intencji, co najwyżej ludzie popełniają różne błędy.


Do głowy by nam kiedyś nie przyszło, że są ludzie okrutni, perfidni, bez empatii, bez
sumienia. Z premedytacją krzywdzący innych ludzi dla własnej korzysci. I nagle BAM! Zderzamy się ze ścianą. Bo oto osoba, której oddaliśmy swoje serce okazuje się być takim właśnie gadem. I umiera nasza idealna, niewinna wizja ludzkości. Zaczynamy widzieć ludzi takimi jakimi są. A jest wielu ludzi nieżyczliwych, obłudnych, toksycznych, narcyzów, psychopatów…

Paradoks polega na tym, że toksyczny związek tak naprawdę może nas wyzwolić. Jeśli zatrzymamy się na chwilę, przestaniemy uciekać, przeżyjemy bolesne emocje i żałobę, odkryjemy jak cholernie ogromną siłę musimy mieć w sobie, że w ogóle coś takiego przetrwaliśmy! Dotrzemy do głębi siebie gdzie kryje się prawda o nas. Kim jesteś? Jeśli nie uciekniemy szybko np w kolejny toksyczny związek to mamy szansę przeżyć trudny ale piękny czas. Czas, w którym będąc pod ścianą spotykacie się ze swoimi najtrudniejszymi emocjami po to by po nich jak po drabinie przejść na drugą stronę gdzie jest pięknie. Gdzie jest miłość. Gdzie jest prawda. Gdzie jest Wasza integralność ❤